Uczelnie nie uczą myślenia. To fabryki bezrobotnych

Uczelnie nie uczą myślenia. To fabryki bezrobotnych

Fot. Fesus/Dreamstime

Uczelnie skutecznie przekazują wiedzę, ale nie zawsze uczą myślenia. A dopiero ono - oraz tzw. kompetencje społeczne - zwiększa szanse absolwenta na znalezienie pracy - mówili eksperci na Uczelni Vistula podczas wczorajszej konferencji nt. bezrobocia wśród absolwentów.

- Praktyka gospodarcza pokazuje, że uczelnie lepiej lub gorzej spełniają swoje zadania, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy. Gorzej jest z umiejętnościami jej wykorzystania, a najgorzej z ważnymi kompetencjami społecznymi - powiedział dziekan Wydziału Biznesu UV dr Bogusław Sosnowski na wczorajszej konferencji - Bezrobocie wśród absolwentów szkół wyższych jest problemem rozwoju społeczno-gospodarczego kraju.

Sosnowski przypomniał, że toczy się społeczna dyskusja na temat absolwentów na rynku pracy. - Słyszymy, że uczelnie produkują bezrobotnych. Mówi się, że absolwenci nie umieją sobie radzić z zalewem informacji, z wyłapywaniem wśród nich tych najważniejszych, z formułowaniem wniosków pod kątem praktycznego działania. Zarzuty dotyczą też braku umiejętności pracy zespołowej - wyliczał.

Tymczasem, jak uznał, o atrakcyjności absolwentów na rynku pracy często decydują tzw. kompetencje społeczne, np. samodzielność, umiejętność radzenia sobie ze stresem i konfliktami, gotowość do ciągłego uczenia się, elastyczność myślenia, zdolność do komunikowania, autoprezentacji czy asertywność. Równie cenne są umiejętności związane z pracą w zespole i podejmowaniem decyzji, ale z ich przekazywaniem studentom uczelnie radzą sobie dość dobrze - ocenił. Za to różnie bywa ze standardami moralnymi, które - choć bywają wykładane, to w praktyce często pozostają tylko na papierze - zauważył.

Zdaniem Sosnowskiego, szanse absolwentów na znalezienie pracy mogą wzrosnąć w efekcie ściślejszej współpracy uczelni z biznesem. W szkołach wyższych powinny funkcjonować jednostki, pomagające wydziałom, instytutom, katedrom i zakładom w formalnej organizacji kontaktu z biznesem. W praktyce oznacza to wprowadzania na zajęcia wykładowców - przedstawicieli przemysłu, formułowania przy ich pomocy tematów prac dyplomowych, organizacji praktyk studenckich, a nawet podejmowania wspólnych tematów badawczych - tłumaczył.

Dr Agnieszka Chłoń-Domińczak z Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE) przypomniała dane Eurostatu, z których wynika, że Polska ma najwyższy w Europie odsetek młodych osób, które po ukończeniu szkoły średniej podejmują edukację wyższą. - Masowa skala zjawiska kształcenia oznacza jednak, że absolwenci mają różny potencjał, a edukacja przestała być elitarna. Sama edukacja wyższa już nie wystarcza, by odnieść na rynku pracy sukces - dodała.

Ekspert przypomniała, że absolwenci uczelni znajdują pracę nieco częściej i szybciej niż ci, którzy szkoły wyższej nie ukończyli. W ciągu roku od ukończenia szkoły pracę znajduje ok. 70 proc. absolwentów szkół wyższych. Z każdym rokiem odsetek bezrobotnych w ich grupie jeszcze bardziej maleje. Dla porównania, wśród osób z wykształceniem średnim zawodowym przeciętny czas znalezienia pracy wynosi nawet 2-3 lata - zwróciła uwagę.

Zdaniem Chłoń-Domińczak, polska edukacja jest niedopasowana do potrzeb rynku pracy. W efekcie absolwenci podejmują często pracę poniżej kwalifikacji. Niemal 40 proc. młodych osób, które podejmując swoją pierwszą pracę - decydują się na niezgodną z wyuczonym zawodem - mówiła.

Zdaniem ekspert z IBE, szanse na znalezienie pracy zależą m.in. od kierunku wykształcenia, jakości kształcenia i sytuacji na lokalnym rynku pracy.

Z kolei student Ronald Kutryj z koła naukowego SENKES uznał, że masowe studia są metodą maskowania bezrobocia. - Z punktu widzenia rządu lepiej jest mieć setki tysięcy ludzi na pseudostudiach, niż kolejki w pośredniaku. I dlatego kolejne rządy nieraz będą się chwalić rosnącym odsetkiem scholaryzacji, wdrażając jednocześnie kosztowne i niezbyt skuteczne programy aktywizacji zawodowej studentów szkół wyższych - powiedział.

uczelnie, student, studia
PAP
Czytaj także
Polecane galerie
Bernard+
188.117.142.* 2012-05-11 20:08
Najpierw w Polsce za pieniądze podatników kształci się specjalistów niepotrzebnych, bo tak uczelniom i szkołom jest łatwiej zarabiać a studentom łatwiej jest zdobyć tytuł magistra. Tylko, że z badania życia gadów, lub znajomości psychologii sprzedaży jeżeli nic do sprzedania nowego nie projektujemy i nie produkujemy to nie powstaje większe PKB i dlatego jesteśmy najbiedniejsi, w UE. A o zgrozo spotykam absolwentów wyższej szkoły zarządzania, marketingu i języków obcych, którzy w czasie szkolenia BHP nie potrafią z kalkulatorem w ręku obliczyć ile metrów na sekundę pokonuje samochód jadący z prędkością 100 km/godzinę to, czemu się dziwić, że Polska zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie pod względem ilości analfabetów funkcjonalnych wśród osób w przedziale wieku 18- 65 lat!!!? Autonomia uczelni w zakresie tego jakie kierunki kształcenia za państwowe pieniądze otwierać i ilu absolwentów „wyprodukować” powoduje, to że produkują uczelnie takich absolwentów, których koszty ogólne kształcenia są niskie, więc wpływające do uczelni z budżetu pieniądze można wtedy przeznaczyć w większej części na dodatkowe wynagrodzenia dla wykładowców klepiących stale te same treści przez 7 dni w tygodniu od rana do późnych godzin wieczornych. Mamy więc połowiczny sukces polegający na tym, że w Polsce większy procent absolwentów szkół średnich dostaje się na studia niż w Szwecji i większy procent studentów kończy studia i uzyskuje dyplomy ale te dyplomy są dowodem zdobycia wiedzy w zakresie takim, na który nie ma zapotrzebowania ani w sferze rozwijających się przedsiębiorstw ani w jednostkach i instytucjach budżetowych. A stale pogłębia się brak konkretnych fachowców o wykształceniu technicznym różnych specjalności na wszystkich poziomach wykształcenia zawodowego, średniego i wyższego. Trzeba więc bezrobotnych magistrów i absolwentów szkół pomaturalnych za pieniądze podatników kolejny raz przekwalifikowywać na niskiej jakości kursach organizowanych przez Powiatowe Urzędy Pracy aby naprawiać błędy w określaniu kierunków i specjalności kształcenia w Polskich szkołach wyższych i średnich zawodowych. To wielkie marnotrawstwo sił i środków nie sprzyja szybkiemu dogonieniu poziomu PKB per capita bogatszych bo bardziej produktywnych i efektywniej inwestujących w kapitał ludzki krajów UE.
i to za czasów PO
46.204.3.* 2012-05-11 14:25
też mi odkrycie
ekon_master1
83.30.121.* 2012-05-11 08:39
Skoro obecne studia nazywamy pseudostudiami, to jak nazwać studia które przechodzili obecnie wypowiadający się na temat 'pseudostudiów' ? Pseudostudiami^2 ?