Teleskop E-ELT. To będzie gigant wielkości boiska [WIDEO]

Teleskop E-ELT. To będzie gigant wielkości boiska

Fot. ESO/www.eso.org

Żeby go postawić, zetną wierzchołek góry. I wydadzą ponad miliard euro. Ale dzięki niemu będzie można szukać planet poza Układem Słonecznym, poznać naturę czarnych dziur i rozwiązać zagadkę tajemniczej ciemnej materii.

To już pewne - nasz kontynent szykuje się do stworzenia obserwacyjnego giganta. E-ELT (od angielskiego European Extremely Large Telescope), czyli Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski, nazwę ma jak najbardziej uzasadnioną. Powierzchnią zajmie teren wielkości boiska do gry w piłkę nożną. Sama średnica zwierciadła to 39,3 metra. Czyli cztery razy więcej, niż w przypadku dotychczasowych liderów.

E-ELT to projekt Europejskiego Obserwatorium Południowego ESO. Jego kierownictwo podjęło właśnie ostateczną decyzję o budowie. Naukowcy już zacierają ręce. - Długo czekaliśmy na ten moment. Ta decyzja oznacza, że od używania teleskopu dzieli nas zaledwie kilka lat - ekscytuje się na łamach BBC prof. Isobel Hook z Uniwersytetu w Oxfordzie. - Wielki rozmiar E-ELT zapewni nam o wiele ostrzejsze obrazy. Dzięki niemu, w naszym zasięgu znajdą się też o wiele większe powierzchnie, niż do tej pory. Połączenie ostrości i zasięg to atuty, które czynią go tak potężnym.

Postawią go na pustyni. Ale najpierw zetną wierzchołek góry

Na samo zwierciadło E-ELT złoży się około tysiąca sześciokątnych elementów. Każdy szeroki na 1,4 metra i gruby na 5 centymetrów. A to pozwoli podglądać Wszechświat, jak nigdy dotąd. Tak naukowcy chcą zbadać skład atmosfery planet spoza naszego Układu Słonecznego i rozszyfrować tajemnicę czarnych dziur oraz ciemnej materii.

Teleskop stanie w Chile, w samym centrum pustyni Atacama. A konkretnie - na górze Cerro Armazones, 3060 metrów nad poziomem morza. O lepsze miejsce byłoby trudno, bo bezchmurne niebo utrzymuje się tam przez 320 dni w roku. Ale teleskop musi stanąć na płaskiej podstawie. Dlatego wcześniej trzeba będzie wierzchołek tej góry ściąć.

Chile już przekazało ESO teren o wielkości 189 kilometrów kwadratowych. Na dodatkowych 396 rozciągnie się z kolei strefa ochronna, która ochroni teleskop od zakłóceń, jakie mogłyby powodować pochodzące z zewnątrz sztuczne światła czy prace górnicze.

W zamian dostanie 10 procent czasu dla projektów chilijskich astronomów w czasie obserwacyjnym na E-ELT. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, teleskop zostanie oddany do użytku w 2022 roku.

To będzie gigant. Pobije wszystkie rekordy

E-ELT będzie największym optycznym teleskopem w historii. Wcześniej do tego miana pretendował niejeden przyrząd. - Kiedy kilka lat po II wojnie światowej w USA został uruchomiony teleskop Hale'a, wszyscy sądzili, że właśnie osiągnęliśmy kres w budowaniu wielkich teleskopów na powierzchni Ziemi - przypomina Roman Fangor z Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. - A miał zwierciadło o średnicy 508 centymetrów i ważył około 15 ton!

Dwadzieścia lat później do wyścigu dołączyli Rosjanie. - Chcieli pokazać, że wykonanie większego teleskopu jest technicznie możliwe - opowiada Fangor. Zbudowali więc teleskop ze zwierciadłem o średnicy 6 metrów i masie 40 ton. Niestety, uginał się pod własnym ciężarem i dawał obrazy gorsze od swoich mniejszych, amerykańskich odpowiedników.

- Dziś rzadko słychać o większych sukcesach tego teleskopu - przyznaje Fangor. - Wystarczy wspomnieć, że w 1982 roku, kiedy odnaleziono kometę Halley'a, w Chile dało się ją dostrzec z teleskopów 1,5-metrowych. A Rosjanie, ze swoim 6-metrowym, i tak nie mogli jej zobaczyć.

Dlaczego budujemy teleskopy na Ziemi, zamiast wysyłać je w kosmos?

Od tamtej pory wciąż powstają coraz większe teleskopy. E-ELT ma pokonać je wszystkie. Ale chociaż będzie największym tego typu urządzeniem w historii, nigdy nie zastąpi tych, wysyłanych w przestrzeń kosmiczną. Okazuje się bowiem, że potrzebujemy i jednych, i drugich. A to dlatego, że różnią się między innymi zasięgiem, rodzajem odbieranych obrazów i ich rozdzielczością.


Porównanie rozmiarów E-ELT do Bramy Brandenburskiej. Zdj. ESO/CC/wikimedia

- Tu nie chodzi o to, który z teleskopów - ten na Ziemi, czy ten w kosmosie - jest lepszy, bo oba rodzaje mogą być bardzo do siebie zbliżone i technicznie wysokiej klasy - tłumaczy Fangor. Zasadnicza różnica polega na tym, co który z nich jest w stanie zarejestrować. Do powierzchni Ziemi, wskutek filtrującego działania atmosfery, nie dociera bowiem całe promieniowanie, występujące w kosmosie - I dla nas, mieszkańców Ziemi, jest to zbawienne. Gdyby docierało promieniowanie UV czy gamma o dużym natężeniu, to życia by pewnie nie było - zauważa ekspert.

Dociera natomiast prawie całe promieniowanie radiowe oraz optyczne, czyli to, które widzi nasze oko. A do tego nieco promieniowania podczerwonego, które rejestrują teleskopy w wysokich górach, tych powyżej 2500 metrów nad poziomem morza. - Można więc powiedzieć, że obserwacje z powierzchni Ziemi przypominają wykonywanie zdjęć przez brudną i nierówną szybę.


ESO/CC/wikimedia

Dlatego nieoceniona pozostaje praca teleskopów, wysyłanych w kosmos. Jak choćby teleskopu Hubble'a, który - choć ma zwierciadło o średnicy zaledwie 2,4 metra - uważany jest za jeden z najważniejszych w historii astronomii. - Ponieważ znajduje się w kosmosie na wysokości około 600 kilometrów, daje wspaniałe obrazy, pozbawione zakłóceń, powodowanych przez atmosferę - przyznaje Fangor.

Ale teleskopy naziemne od tych, wysyłanych w kosmos, różni też cena. - Naziemne są oczywiście tańsze, może je mieć każde państwo, a nawet "prywatny" obserwator - tłumaczy Fangor. - Teleskopy na orbicie dają z kolei możliwość obserwacji niemal pełnego promieniowania, bez zakłóceń czy szumów.. Jednak koszt wysłania takiego teleskopu jest wysoki i tylko kilka krajów może sobie na to pozwolić.Ale i na taki E-ELT, tylko w wersji kosmicznej, też przyjdzie w końcu czas.

kosmos, teleskop, e-elt, ekstremalnie wielki teleskop europejski
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
esharon
62.29.251.* 2012-06-18 09:02
Od razu go w kosmos na księżyc!!!