Podrobienie podpisu. Jak można się przed tym ustrzec?

Podrobienie podpisu. Jak można się przed tym ustrzec?

Fot. RBFried/iStockphoto

Podrobienie cudzego podpisu jest praktycznie niemożliwe. Niewiele łatwiej jest z dokumentem, opracowanym na komputerze - uspokaja Ewa Fabiańska, kierownik Pracowni Badania Pisma Ręcznego i Dokumentów Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. A jednak jej instytut na brak pracy nie narzeka.

PAP: Czy można podrobić cudzy podpis?

Ewa Fabiańska: Nie można. Fałszerstwo da się wykryć w badaniach graficzno-porównawczych, posługując się mikroskopem i porównując kwestionowany podpis z materiałem porównawczym. Nawet mimo tego, że metody podrabiania są bardzo różne. Podpisy fałszowane są na prześwit, czyli np. przez szybę, można na podpis patrzeć i odwzorowywać go, albo napisać z pamięci. Tym niemniej im jest on dłuższy i bardziej skomplikowany, tym trudniej to zrobić. Dlatego też radzę, by zawsze podpisywać się pełnym podpisem, zwłaszcza na dokumentach większej wagi.

Czym zajmuje się Pani pracownia?

Pracujemy nad identyfikacją osób na podstawie pisma i weryfikacją autentyczności dokumentów. Badamy np. autentyczność podpisów osób nieżyjących, mając do dyspozycji rękopisy z różnych okresów ich życia, często nawet sprzed wojny i późniejsze. Takie ekspertyzy wydawaliśmy chociażby w sprawach o ustalenie własności kamienic. Dotyczyły zwykle mienia żydowskiego, a więc wiązały z osobami, które wyjechały z Polski po wojnie lub w czasie okupacji.

Problem się pojawił, ponieważ nagle pojawili się rzekomi potomkowie albo pełnomocnicy z dokumentami?

Tak, a mieszkańcy kwestionowali tożsamość tych osób. W jednej ze spraw przyjechał syn rzekomego właściciela i twierdził, że jego ojciec kupował kiedyś kamienicę i jeżeli ekspertyza pismoznawcza wykaże, że to jego podpis figuruje na przedwojennym dokumencie własnościowym, to on, jako spadkobierca, gotów jest ją przejąć. W opinii wydanej na zlecenie sądu biegły potwierdził autentyczność tej sygnatury. Tymczasem administratorka kwestionowała to ustalenie twierdząc, że ma stały kontakt z rodziną właściciela, którego wcześniej znała. Sprawa trafiła do Instytutu i po zebraniu odpowiedniego materiału porównawczego wykazaliśmy, że kobieta miała rację.

Ale pierwszy biegły potwierdził zgodność podpisów...

Tak, jednak myślę, że błąd wynikał, jak to często bywa, z nie dość obszernego materiału porównawczego. Trzeba pamiętać, że na obraz pisma wpływa m.in. wzorzec elementarzowy, z którego korzystamy ucząc się pisać. Wiele pokoleń korzystało np. z elementarzy Falskiego, jednak przedwojenne wzory liter były inne. I podobieństwo takich mniej typowych rozwiązań w porównywanych podpisach mogło częściowo wynikać z tego samego albo podobnego wzorca, częściowo zaś, być wynikiem przypadku.

Czyli mimo wspólnego wzorca elementarzowego, każdy ma swój własny charakter pisma?

Tak, pismo każdego człowieka jest indywidualne.

Co, jako fachowiec, dostrzega Pani charakterystycznego, patrząc na pismo?

Dostrzegam jego charakterystyczne cechy, np. motoryczne, takie jak tempo pisania oraz impuls - który wyraża nawyk łączenia znaków i zostawiania między nimi odstępów. Może być on literowy (każda litera jest pisana oddzielnie), sylabowy (kilka liter łączonych razem), impuls wyrazowy, a nawet zdaniowy, kiedy wyrazy są pisane razem, jednym ruchem ręki, bez odrywania jej od podłoża.

Patrzę także na cechy topograficzne, czyli rozmieszczenie rękopisu na kartce. Oceniam cechy mierzalne, a więc wielkość pisma, jego proporcje, nachylenie oraz cechy konstrukcyjne. Oceniam, czy jest ono spójne i naturalne. Na pismo, o którym mówi się, że jest śladem psychofizycznym człowieka mogą wpływać różne czynniki: zaawansowany wiek, choroba, leki, alkohol, narkotyki. Widać to np. w zmienionych motorycznie zapisach i podpisach osób starszych, gdzie występuje tremor, czyli drżenie linii pisma, zatrzymania i przerwy w jej przebiegu oraz powiększanie albo, w przypadku parkinsonizmu, zmniejszanie liter.

Na przestrzeni lat pismo się zmienia, mimo to jednak można ustalić tożsamość jego autora?

Tak, ponieważ niezależnie od zmian, w piśmie pozostają utrwalone, nawykowe cechy graficzne, które są podstawą identyfikacji.

Do przeprowadzenia tych badań wystarczy mikroskop?

Czasami wystarczy nawet prosta lupa, czasem konieczne jest wykonanie pomiarów za pomocą komputera. Istotne jest określenie zakresu naturalnej zmienności, żeby wiedzieć, czy właściwości spornego podpisu lub tekstu odpowiadają cechom pisma konkretnej osoby i mieszczą się w zakresie zmienności jej grafizmu. Bardziej dokładne pomiary są potrzebne w badaniach dokumentów, w tym również wydruków.

Co można badać w przypadku wydruku komputerowego?

Zdarza się konieczność ustalenia czy wydruk jest autentyczny, a więc np. czy do gotowej, wydrukowanej i podpisanej już umowy nie został dopisany istotny fragment. Mamy wówczas zazwyczaj do dyspozycji tylko zakwestionowany dokument, jednak na podstawie bardzo szczegółowych porównań, pomiarów, niekiedy także w połączeniu z analizą fizykochemiczną nadruków można stwierdzić, czy dokument jest oryginalny, czy też do jego treści wprowadzone zostały nowe elementy.

Czytaj więcej Wysocy i łysi zarabiają więcej. Dlaczego? Jesteś wysoki i łysy - masz szansę na kierowniczą posadę - twierdzą naukowcy uniwersytetu w Barcelonie, autorzy badań dotyczących cech lidera i przywódcy. Często zdarzają się takie oszustwa?

Coraz częściej, bo komputery, drukarki i kopiarki są teraz w powszechnym użyciu. Zdarzają się na przykład dokumenty, na których są skopiowane podpisy. Kolorowe kopiarki dobrej jakości dość wiernie oddają barwy materiałów pisarskich, dlatego jeżeli ktoś nie patrzy na dokument wystarczająco uważnie, może kopię podpisu uznać za jego oryginał. Fałszerstwo takie da się wykazać podczas obserwacji mikroskopowych, ponieważ inna jest struktura linii pisma, a inna kopii zapisu.

Skoro już mowa o kopiach, to w dobie coraz nowocześniejszych technologii trudno nam się pogodzić z tym, że w Polsce kopie kserograficzne, których zgodność z oryginałem nie została potwierdzona, ciągle jeszcze funkcjonują w obiegu i traktowane są często na równi z oryginałem, nawet jako dowody w procesie. Bo przecież można pod jakiś tekst przenieść podpis z innego dokumentu, a następnie taką kompilację przedstawiać jako kopię rzekomo zaginionego oryginału.

Jakiego rodzaju sprawami zajmujecie się Państwo najczęściej?

Obecnie najwięcej jest umów, związanych z kradzieżą dokumentów tożsamości i uzyskaniem za ich pomocą np. kredytu na zakup sprzętu. Sporo jest spraw cywilnych, w których przedmiotem sporu są testamenty, umowy kupna i sprzedaży albo pokwitowania odbioru pieniędzy.

Badaliście Państwo także recepty z pavulonem, przy okazji sprawy tzw. łowców skór, czyli procederu zabijania pacjentów przez pracowników łódzkiego pogotowia?

Wydawaliśmy kilka opinii w tej sprawie i - jak się dowiedzieliśmy później - nasza ekspertyza właściwie nadała kierunek całemu postępowaniu. Dowiedliśmy, że słowa pavulon na receptach były dopisywane i ustaliliśmy, przez kogo. Mieliśmy obszerny materiał porównawczy od kilkunastu osób, stanowiących zespoły karetek, podczas pracy których były wypisywane te recepty.

Jak z tego wynika, praca biegłego jest obciążona dużą odpowiedzialnością...

W rzeczy samej. Ekspertyzy związane z badaniem dokumentów decydują często o majątku i dalszym życiu wielu osób, bo sfałszowanie dokumentu to poważny zarzut.

Kim są pracownicy Instytutu, badający pismo i dokumenty?

W naszej pracowni są osoby o różnym wykształceniu. Troje z nas jest biologami, jest prawnik, filolog i historyk, a zawodu uczyliśmy się w Instytucie i oczywiście w innych laboratoriach, w tym zagranicznych, w związku z naszą współpracą w Europejskiej Sieci Instytutów Nauk Sądowych (ENFSI). Dzięki temu zróżnicowaniu mamy różne podejście i łatwiej nam czerpać wiedzę z różnych źródeł.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie
heh
83.143.40.* 2013-09-18 15:43
Do autorów artykułu. Troche nie trafiony tytuł. w artykule jest opisana bardziej praca osób badających prawdziwość podpisów. Już na samym początku pada stwierdzenie (odpowiedź na pytanie czy podpis można podrobić NIE), które pokazuje, że tytuł jest trochę bez sensu. Jak zwykle money daje tytuły takie, żeby tylko "kliknąć (otworzyć)" artykuł. Jak to mówią "żenada"!!!!