Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Obywatele Nauki - zmiany zaczynają się od dołu

Obywatele Nauki - zmiany zaczynają się od dołu

Fot. sxc/cc/mihow

Ponad pół tysiąca podpisów poparcia zebrali w ciągu tygodnia Obywatele Nauki. Członkowie ruchu społecznego, który powstał w środowisku pracowników naukowych, chcą wywołać publiczną debatę nt. nauki w Polsce i naciskać na wprowadzanie zmian na lepsze.

Ruch Obywatele Nauki (ON) zrodził się ponad rok temu, a oficjalnie ruszył wraz z Festiwalem Nauki w Warszawie. "To inicjatywa całkowicie oddolna, niezależna. Zgłasza się do nas dużo osób - naukowcy, studenci, ludzie zainteresowani nauką, popularyzatorzy. Widać, że w środowisku związanym z nauką został przekroczony punkt krytyczny. Narasta frustracja i sprzeciw wobec licznych nieprawidłowości" - powiedziała PAP jedna z twórców ruchu, Aneta Pieniądz z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Według informacji na stronie internetowej ON chcą doprowadzić do społecznej debaty na temat stanu i przyszłości nauki w Polsce. "Chodzi nam o ogólną wizję roli, jaką ma ona pełnić. Trzeba się zastanowić nad wszystkimi wątkami - finansowaniem nauki, transparentnością procedur, prowadzeniem badań, współpracą z biznesem, edukacją czy modelami kariery naukowej. Na internetowej stronie wskazujemy problemy; piszemy, co naszym zdaniem źle funkcjonuje. Pytamy, co z tym zrobić" - dodaje dr Marcin Grynberg z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

"Problemem jest choćby to, że naukę postrzega się w Polsce bardzo selektywnie: tu mamy granty, tam rynek pracy. Nie widać perspektywicznych i systemowych rozwiązań. Nie widać, by polityka prowadzona wobec nauki była długofalowa. Owszem, mamy reformę. Wprowadzono ją - i co dalej? Nie ma dyskusji na temat jej efektów" - zauważa dr Pieniądz.

Zapytani o problemy, twórcy ruchu mówią m.in. o europejskich grantach, trafiających do naukowców z Polski wyraźnie rzadziej niż do ich kolegów z Francji czy Niemiec. "To nie tak, że nie chcemy się o nie starać. W moim instytucie próbowaliśmy się o nie ubiegać już kilka razy, jednak formalności stają się dla naukowca barierą nie do przejścia. Kiedy o taki grant stara się młody naukowiec z Niemiec, pomaga mu sztab ludzi zatrudnionych przez uczelnię" - zauważa historyczka.

Innym problemem jest planowanie wydatków. "Uniwersytety budują się na potęgę. Dochodzi jednak do absurdu, bo często powstają drogie laboratoria, a nie ma pieniędzy na kształcenie i zatrudnienie ludzi do ich obsługi" - zauważa dr Grynberg. Dr Pieniądz dodaje, że humaniści będą mieli nowe biblioteki... bez książek. "Książki do instytutowej biblioteki kupujemy z przyznanych nam pieniędzy na badania statutowe. Sami zasilamy bibliotekę, która w inny sposób ich nie zdobędzie" - opowiada.

"Krajowe nakłady na naukę muszą być większe. Nie zwalczymy patologii i nie wzmocnimy instytucji naukowych bez zwiększenia skali finansowania nauki, przynajmniej do 2 proc. PKB" - podkreśla dr Grynberg.

Jednocześnie naukowcy zastrzegają, że celem ON nie jest wyłącznie żądanie pieniędzy. "Mamy świadomość, że w codzienności naukowej w Polsce są i ciemne strony; potrafimy je zdiagnozować. Środowisko naukowe nie jest - jak się je często postrzega - zamknięte, zadowolone ze status quo. Istnieje wola i gotowość do samooczyszczenia i likwidacji patologii" - przekonuje dr Pieniądz.

W związku z tym Obywatele Nauki proponują, by polscy naukowcy funkcjonowali według modelu francuskiego, który każe się rozliczać z trzech obowiązków - uprawiania nauki, nauczania studentów i popularyzacji. "Dziś ministerstwo rozlicza nas głównie z publikacji. Zapomniano, że naukowiec ma pełnić funkcję społeczną, włączać się w proces edukacyjny, wychodzić ze swoją wiedzą do różnych środowisk" - wylicza historyczka.

Twórcy ruchu twierdzą, że mają też pomysły na kontakt z biznesem. Przede wszystkim chcą się jednak skupić na edukacji. "Funkcjonujemy w systemie nauki, który powstał w XIX w. i nie przystaje do dzisiejszych realiów" - zauważa dr Pieniądz. - Z jednej strony próbuje się to zmienić, z drugiej konserwuje się system uczenia pamięciowego. Mówi się, że dzieci trzeba uczyć samodzielnego myślenia - ale ich wiedzę sprawdza się testem! To błędne koło. Trzeba na nowo zapytać, jak w dzisiejszym świecie ma wyglądać edukacja, od przedszkolnej - po akademicką. Trzeba zmienić system edukacji niższej, postawić na umiejętność samodzielnego szukania odpowiedzi, uaktywniać ucznia. Chcemy naciskać, żeby to była norma. Widzimy potrzebę wprowadzenia naukowego modelu edukacji na wszystkich poziomach, z różnych przedmiotów".

"Wydaje się nam, że nawet wieloma drobnymi ruchami można osiągać dobre efekty" - mówi dr Grynberg. Przekonani o tym ON proponują publiczną debatę, której uczestnicy wypracują szczegółowe zasady funkcjonowania nauki. Wynikiem tego procesu będzie Pakt dla Nauki, na wzór Paktu dla Kultury, który w maju 2011 r. podpisali przedstawiciele środowiska kultury i władz.

Pod manifestem ON podpisali się m.in. profesorowie: Janusz Bujnicki, Maciej Geller, Karol Modzelewski, Zofia Sokolewicz i Maciej Żylicz. W dniu publikacji tego tekstu ruch zebrał na swojej stronie internetowej obywatelenauki.pl grubo ponad pół tysiąca podpisów poparcia.

"Zdajemy sobie sprawę, że to nie będzie gwałtowna przemiana. Jeśli jednak nie zrobimy czegoś, by mówić jednym głosem i wspólnie ustalić politykę choćby reprezentacji środowiska, odnosząc się do poszczególnych problemów - naukowcy nigdy nie staną się stroną mającą prawo do głosu" - mówi dr Grynberg. Dr Pieniądz dodaje: "Zbieramy ludzi. Niech dyskutują. Niech coś z tego wyniknie". (PAP)

Anna Ślązak

zan/ ula/

uczelnie
PAP
Czytaj także
Polecane galerie