Albert Einstein dziś na uniwersytecie długo by nie popracował

Albert Einstein dziś na uniwersytecie długo by nie popracował

Fot. www.loc.gov/pictures/resource/cph.3b46036
Twórca ogólnej teorii względności byłby zagrożony zwolnieniem, ponieważ jego teoretyczne dociekania nie miałyby przełożenia na granty - twierdzi oksfordzki profesor Fergus Millar.

Nie mówię tego żartem, ale Einstein, wykładowca fizyki teoretycznej, który tylko myślał o wszechświecie byłby narażony na zwolnienie, ponieważ jego dociekania nie przysporzyłyby jego uniwersytetowi żadnych grantów - napisał profesor Millar w liście do dziennika The Times.

Na współczesnym brytyjskim uniwersytecie nie zabiega się o fundusze z myślą o sfinansowaniu badań, lecz odwrotnie - projekty badawcze są formułowane pod kątem zdobycia funduszy - zaznaczył.

Według niego, największą zmianą na brytyjskich uniwersytetach w ostatnich 30. latach był rosnący nacisk na badania kosztem nauczania, a także zmiana modelu finansowania szkół wyższych - odejścia od finansowania bezpośredniego na rzecz finansowania konkretnych projektów badawczych.

W zestawieniu z tym, iż kadra profesorska straciła bezpieczeństwo pracy, a dużą część funduszy na badania stanowią fundusze rządowe oznacza to, że naukowcy, jeśli chcą się utrzymać na uniwersytecie, muszą wpisywać się w aktualne, polityczne oczekiwania wobec nich. - Granty na badania pokrywają ogólne koszty uniwersytetów i są niezbędne dla finansowania poszczególnych wydziałów i całych uniwersytetów - wyjaśnił.

Millar podaje przykład uniwersytetu, który ogłosił zamiar zamknięcia wydziału muzyki, ponieważ jego przychody z badań były niewystarczające. Inne placówki urlopują pracowników na cały semestr, by przygotowali wniosek o granty. Jest to ze szkodą dla nauczania i ogólnej kultury życia uniwersyteckiego.

Za jeszcze gorsze naukowiec uznaje to, że uniwersytety rozliczane są z grantów w bardzo krótkim cyklu. - Uniemożliwia to poważne, długofalowe prace badawcze, których wynik z założenia jest niemożliwy do przewidzenia. Jeśli nie można z ufnością przewidzieć ich rezultatu w horyzoncie pięciu lat (a obecnie wymagana jest także prognoza ich oddziaływania i wpływu), to nie są uznawane za prace badawcze - tłumaczy Millar.

- Wykładowcom spełniającym się zawodowo w nauczaniu, trosce o studentów, kierowaniu wydziałem, bądź egzaminowaniu, w najlepszym razie grozi publiczne upokorzenie jako badawczo nieaktywnych, a w najgorszym razie zwolnienie z pracy - dodaje. - Obecny system jest głęboko szkodliwy nie tylko dla nauczania, ale także dla samych badań - podsumowuje.

77-letni prof. Fergus Millar związany był z University College w Londynie, a następnie z uniwersytetem oksfordzkim, skąd odszedł na emeryturę w 2002 r. Uchodzi za jednego z największych znawców historii starożytnej Grecji i Rzymu i za jednego z najbardziej wpływowych historyków XX wieku.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie
Wskazania z Maripozy
178.42.110.* 2013-11-01 01:54
1. Podstawą rozwoju nauki są badania własne wykonywane w ramach normalnej pracy etatowej tak opłacanej by pozwalała "keep proper standard" i pomyślane bez żadnego horyzontu czasowego (czasem wystarczy dwa tygodnie aby rzucić na papier to co w głowie roiło się przez np 3 lata)

2. W warunkach Polskich - warunkach prawa nikczemnego i zdemoralizowanego brakiem lustracji środowiska akademickiego granty to cenzura prewencyjna i zasilanie sitwy z układu platformerskiej esbecji od sawickiej kręcenia lodów - przykład geotermia toruńska, miedzianym czołem dwie panie ministry platformerki odjęły 25 mln NA OCZYWIŚCIE POZYTYWNĄ RZECZ - ale nie koleś z PO to robił
2013-10-30 14:37
Rzeczywiście, oby sytuacja w Nauce nie przekształciła się w jakieś szaleństwo (jak w branży bankowej derywaty).

Dużo o Nauce na portalu New TIMES, np.:
http://newtimes.pl/einstein-cudowny-melancholik-ze-skrzypcami-w-tle/
barg
91.193.208.* 2013-10-30 08:43
Najlepsze jest to, że w Europie ok. 36% młodych osób (30-34 lata) ma wykształcenie wyższe, które kiedyś faktycznie coś znaczyło. Teraz to tylko pusty papierek, a magistrów produkuje się na potęgę.
W Polsce już nawet przewyższyliśmy średnią unijną, u nas liczba młodych z wyższym wykształceniem dobija do 40%. Niedługo każdy w naszym kraju będzie magistrem, tylko co z tego będzie dla nas wynikać? Nic.

Tak naprawdę ten współczynnik nie powinien przekroczyć 30%. Co widać zresztą po ogłoszeniach w urzędach pracy, gdzie szuka się fachowców po zawodówkach - murarzy, elektryków, budowlańców, spawaczy itd., a nie magistrów z papierkiem.